![]() |
| Jak to się stało? |
Czy można pokonać najdroższą drużynę świata? Okazało się, że tak. Choć do niedawna wydawało się to dość niemożliwe. Kolejne mecze bez porażek ozdabiane seriami zwycięstw, przyćmiewały nawet pokolenia takich gwiazd jak Maradona czy Pele. Brazylia końca lat 90 i początku XXI wieku, zdawała się być chłopcami z boiska zebranymi dla zabawy przy "campeones".
Lata upokorzeń. Dzięki nim mamy przecież słynne powiedzenie "grają pięknie jak zawsze i przegrywają jak zawsze...". Dzisiejsze czasy dominacji poprzedziły pasma nieudanych występów w największych turniejach globu czy europy. W 1984 roku zajęli II miejsce na euro rozgrywanym we Francji. To "great success" powiedziałby Borat. A co po drugiej stronie medalu? Brak kwalifikacji do tegoż samego turnieju 8 lat później. Zatem porównując to z obecnym stanem, można zapytać, czego chcieć więcej?
A no, coś by się znalazło... Tyle, że mecze dzielą się na te ważne, mniej ważne, i o pietruszke. Piłkarze "La Furia Roja" najwidoczniej uznali, że tytuł olimpijski do szczęścia nie jest im potrzebny. Zabrakło pomysłu i błysku geniuszu, którym oświecali resztę piłkarskiego światka, jakby zapomnieli zapłonu... a może chęci na jego odpalenie?
Wiele niesamowitych i nieprzewidzianych futbolowych historii widział ten świat. Niestety był też świadkiem triumfu samurajów nad nieosiągalnymi jak do tamtej pory Hiszpanami. Honduras w następnym meczu tylko uwidocznił jeszcze dobitniej, jak bardzo morale i wola zwycięstwa są ważne w piłce nożnej. Mając na uwadze poprzednie mecze kampeonsów, ciężko uwierzyć, że nie byli w stanie zdobyć 6 punktów.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz